Ruby z punktu widzenia programisty Pythona
Ostatnio trochę bawię się railsem i zdenerwowała mnie jedna śmieszna kwestia.
A było to tak:
Robiłem model zamówienia i pomyślałem sobie, że przydało by sie pole “hash” w bazie. A tu bach wyjątek. Konflikt z funkcją “hash” podstawowego obiektu rubiego. Ok, będzie brzydko nazwałem pole po polskiemu “hasz” :(
Idziemy dalej: model do wymiany danych za pomocą xml’a. Wymyśliłem sobie metodę “send”, która wyśle przygotowany wcześniej xml. A tu bach, metoda “send” obiektu rubiego. Ok, bedzie “send_xml”.
Cholera, każdy obiekt ma ponad 40 publicznych metod na starcie. Teraz boję się dodawać nowe atrybuty do klasy bo nie znam dnia i godziny kiedy znowu natrafię na magiczną wbudowaną metodę :)
Ciężkie jest życie człowieka, który chce poznać nowe, fajne technologie ale przyzwyczaił się do minimalizmu pythona.